„Był policjantem” to za mało, żeby zacząć szukać
W polskich rodzinach służba w policji bywa wspominana krótko i bez szczegółów, a często wcale, bo w drugiej połowie XX wieku nie był to temat, którym się chwalono. Tymczasem od tego, o której policji mowa, zależy wszystko: język dokumentów, instytucja, która je dziś przechowuje, i to, czy w ogóle wolno je zobaczyć.
Przodek urodzony w XIX wieku mógł służyć w żandarmerii austriackiej, policji pruskiej albo carskiej straży ziemskiej. Jego syn mógł wstąpić do Policji Państwowej po 1919 roku, w 1939 roku trafić do Ostaszkowa albo zostać zmobilizowanym do policji granatowej, a po wojnie zniknąć z papierów albo pojawić się w Milicji Obywatelskiej. Każdy z tych etapów to inny obieg dokumentów i inne archiwum.
Kolejność, która oszczędza miesiące
Zacznij od domu: legitymacja, zdjęcie w mundurze, świadectwo służby, odcinek emerytury, koperta z pieczęcią posterunku. Potem akta cywilne, bo akt małżeństwa albo zgonu podaje zawód, a czasem stopień i jednostkę. Dopiero z imieniem, nazwiskiem, datą urodzenia, przybliżonym okresem i miejscem służby można napisać do archiwum zapytanie, na które da się odpowiedzieć.
Dwie rzeczy, których ten portal nie robi
Nie oceniamy służby konkretnych osób. Policja granatowa i Milicja Obywatelska są formacjami obciążonymi historycznie, ale to, kim był Twój przodek, mówią jego dokumenty, nie nazwa formacji. Opisujemy, gdzie te dokumenty są i jak je czytać. Nie prowadzimy też poszukiwań na zlecenie i nie pośredniczymy w kontakcie z archiwami; wnioski składa rodzina.